sobota, 20 stycznia 2018

Czapka i rękawiczki

Zima, zima, zima, pada, pada śnieg.. chwileczkę, patrzę w okno. Hmm... za oknem zima! Jest śnieg, dużo śniegu. No może nie aż tak dużo, ale nie ukrywajmy, od kilku lat zima bardziej przypomina jesień. Czas na iście zimowy udzierg. Cóż, może zima zostanie u Nas nieco dłużej. Do pełni szczęścia brakuje kubka gorącej czekolady... Nie ma marudzenia, jest kawa zbożowa. ☺ 

Owcza czapka bardzo mi się podobała. I nie tylko mnie.☺ Tym razem powstała wersja różowo- ecru. A do kompletu rękawiczki z jednym paluszkiem- różowe.

Rękawiczki mają taką cudowną umiejętność samoistnego gubienia się, więc dorobiłam sznureczek. ☺

Komplet trafił do nowej właścicielki. Zimo zostań z Nami... do wiosny. ☺







Pozdrawiam K:-)

piątek, 12 stycznia 2018

Skarpetki na czarną godzinę

Jupiiii w końcu odrobina zimy zawitała w nasze rejony. Fakt, bez śniegu czy spektakularnego mrozu, ale w końcu mamy temperaturę poniżej zera ;-)
Nareszcie poczułam się potrzebna- jak tylko się ochłodziło odezwała się moja skarpetkowa natura. Hmmm, chociaż w zeszłym roku ten zew potrafił się ujawniać w temperaturach +25 stopni :-)
No nic, mniejsza o większość, liczy się to, że miałam wymówkę do dziergania, wszak ratowałam ludzkie życie od chłodu nie?
Szaro-czerwono-zielone skarpetki w zamyśle miały być typowo świąteczne, spodobał mi się żakardowy wzór w mikołaje/skrzaty. No cóż, ja akurat dziergam skarpetki od palców, więc z wielkim zapałem ogarnęłam temat do zakończenia pięty i zabrałam się za wzór, niestety okazało się, że cholewka ze względu na nierozciągliwość dzianiny jest zbyt wąska żeby przejść przez piętę, na łydce układała by się wzorcowo. Zawiedziona, sprułam tą część skarpetki i już miałam ciągnąć gładki szary ścieg, gdy mnie olśniło- przecież od zawsze- czytaj od opublikowania przez IK filmiku o wzorze cegiełkowym/mozaikowym chciałam go spróbować. Okazja nadarzyła się w sposób nieplanowany- wiwat improwizacja ;-). Tak oto powstały przymrozkowe skarpetki dla mamy.
Tak się rozpędziłam, że szkoda mi było odkładać druty. Sięgnęłam więc po włóczkę, którą zakupiłam z czystej ciekawości ( Bravo Color nr 2109) i od razu wiedziałam, że mam zamiar zużyć ją na melanżowe skarpetki. Finalnie, pojedyncze kolory są na tyle długie, że powstały paski. Szczęśliwym posiadaczem pasiaków został B. Teraz ma zapas na kilka sezonów- takam dobra ratowniczka ;-)
Pozdrawiam, M.







piątek, 29 grudnia 2017

Sweterek

Czapka i kapciuszki dla bobaska były gdzieś tu. Maluszek rośnie, zima idzie (patrząc za okno to raczej jesień).  Czas zadbać o tą małą, wielką istotkę. Co najlepiej wyczarować z motka włóczki? Sweterek! No to sobie wymyśliłam. Ja i swetry to nie jest związek idealny. Chyba nie trafiłam na coś co by mnie urzekło na tyle, bym zasnąć nie mogła.

Przyznam szczerze, że takiego rozmiaru jeszcze nie robiłam. Sweterek ma zatrzaski, żeby mama nie musiała przy ubieraniu dziecka używać mało parlamentarnych słów. Aby pasował do czapki zrobiłam takie same kwiatuszki. Dodatkowo stanowią kamuflaż dla zatrzasków.☺ Cudowne to one jednak nie są. ☺

Sweterek ma wszywane rękawy, ale już sobie obiecałam, że przy kolejnym swetrze będą... raglany.

Przyznaję bez bicia- pomysłu na sweterek brak. Chęci na jego zrobienie jeszcze mniej. Nie wiem ile razy zmieniała mi się koncepcja. Ale efekt końcowy chyba nie jest najgorszy. Chyba...





Pozdrawiam K :-)

niedziela, 10 grudnia 2017

Owcza, owczasta czapka

"Chcę czapkę. Taką owczą, owczastą. Z uszkami. A pompony też będą?" Oj będą, będą. ☺ Takim oto magicznym zaklęciem Owca zaczarowała Pchłę K. A ja bardzo lubię spełniać życzenia.☺ Na cuda trzeba poczekać kilka dni dłużej. Okazja też się pojawiła. Takim oto sposobem Owca ma owczastą czapkę.

Tylko jak zrobić czapkę, aby przypadła do gustu Owcy? Tak, wiem jak technicznie podejść do tematu. Można zrobić w okrążeniach, w rzędach by potem zszyć. Można zacząć "od góry" lub "z dołu". To też wiem, ale jak trafić w upodobania przyszłej właścicielki? To było wyzwanie. Wejście na szczyt Tatr to pikuś w porównaniu z takim wyzwaniem.

Czapka miała być zrobiona z "futrzastej" włóczki. Bo ona "taka owcza".☺ Coś już wiem, jakiś trop jest. A co dalej? Myślałam, myślałam i wymyśliłam.

Fantazyjna włóczka nie ogrzeje głowy ani ciut, ciut. Zrobiłam czapkę numer jeden Merino Gold z dużą ilością wełny☺. Na tej czapce nabrałam oczka i zrobiłam czapkę numer dwa.

Prucia było co nie miara. Raz nabrałam za dużo oczek, innym razem za mało. Próbki nie są moją mocną stroną. A może nie umiem liczyć ☺. Nie wspomnę, że oczka były jakieś żywe, bo szybko uciekały z drutów... kiedy nie powinny.

Na szczęście z uszkami i pomponami nie było takich przygód ☺

Owca wydawała się zadowolona. Tym bardziej, że na torebce prezentowej była.... a jakże, owca ☺






Pozdrawiam K :-)

wtorek, 5 grudnia 2017

Reniferowy komin z kapturem

Witajcie. Czy Wam też zaczyna udzielać się Bożonarodzeniowy nastrój? Taaak wiem, może to jeszcze za wcześnie, ale nie z perspektywy dziewiarki. W sumie z innej perspektywy to też już czas na wstępne przygotowania. Trza bigosu napitrasić, pierniczków napiec w ilościach hurtowych i takie tam inne pierdoły porobić za wczasu, żeby nie obudzić się z przysłowiową ręką w nocniku (fuuuujjj).
Dobra, ale nie o tym miało być. Też tak macie, że zabieracie się za coś z wieeelkim giga zapałem a później.... z bliżej nieokreślonej przyczyny odkładacie to na potem. Taaaa, w tym przypadku dopadł mnie taki właśnie syndrom. Zaczęło się z dwa lata temu, kiedy to otrzymałyśmy z Pchłą K worek włóczek. Znalazła się tam taka zabytkowa.




Niby to akryl a troszkę jakby moher.... Miejscami nierówna. No nic, zwinęłam ją w grzeczne kłębuszki. Zabawy przy tym było co niemiara, bo włóczka z racji włoskowatości była "haczliwa", poza tym zwinięta nie w takie tradycyjne jak na nasze czasy motki tylko w formie jakby ją matka prosto z nóg taboretu po praniu zdjęła. Latałam więc po całym mieszkaniu znacząc chodniki włóczki, przeklinając przy jej rozplątywaniu i pilnując podejrzanie przyczajonego kota. Każdy centymetr był na wagę złota, bo motków w tym kolorze miałam tylko 2.
Z racji ograniczonej ilości zasobu, w grę wchodziło praktycznie przerobienie zdobyczy na szalik lub chustę. I tu zaczyna się historia z przed roku. Wpadłam na pomysł udziergania komina/pelerynki z kapturem ale w kształcie..... sowy. I tak zabrałam się z wielką gorliwością do pracy. Żeby było śmieszniej, podstawę nawet zrobiłam. Znalazłam wzór nadający ciekawą fakturę dzianinie, ogarnęłam nawet giga kapturzysko i.... Skończyła mi się włóczka na zrobienie oczu i dzioba, w sumie żaden problem bo i tak planowałam dorobić podszewkę z jeszcze jednej warstwy dzianiny więc nic by nie stało na przeszkodzie, aby użyć zupełnie innej włóczki.... ale jakimś cudem odłożyłam robótkę i tak sobie leżała.... do teraz....

 

A teraz... calutki udzierg sprułam. Bo mi się koncepcja zmieniła. Stwierdziłam, że to już nie będzie sowa tylko rogaty świąteczny stworek. Ponadto, zmieniłam fason kaptura i dołożyłam drugą włóczkę w zbliżonym kolorze. Część pelerynkowo-kominowa miała zostać (znaczy się sam kształt), ale jak ją przymierzyłam, to B stwierdził, że wyglądam jak wojownik Jedi😁 dowcipniś, za karę uszczuplę mu świąteczny przydział bigosu 😁. To cóż mi zostało- sprułam więc charakteryzację rodem z Gwiezdnych Wojen i miałam zamiar dorobić szal, ale oczywiście nie stykło włóczki, więc zszyłam oba końce i powstał komin. Następnie zabrałam się za wyrobienie rogów, sznureczka i pomponów (uszka zapobiegawczo zrobiłam na początku, żeby później nie wyć do księżyca, że mi włóczki zabrakło)😁 Rogacz albinos gotowy, ruszam na podbój miasta😁
Pozdrawiam ciepło, Pchła M.



wtorek, 14 listopada 2017

Miss Grace

Pierwszy raz tą chustę zobaczyłam u IK. Jej "Tiramisu" powaliło mnie na kolana, dech zaparło i omal nie zemdlałam z zachwytu. 

Ze względu na inne projekty Miss Grace musiał poczekać na swoje 5 minut, a raczej 3 tygodnie.☺ Cóż, Pchła M od razu by się zabrała do pracy. To nic, że ma rozpoczętych 10 robótek. Kolejną trzeba zacząć jak jest wena. Ale nie ja. Chora będę gdy rozpoczynam coś nowego, a dotychczasowy projekt nie jest skończony. Czasem trzeba- tylko w ramach wyższej konieczności. Wtedy mam gorączkę, zawroty głowy i chce szybko wrócić do zasadniczego udziergu. Tak, jestem oryginalna w każdym calu. ☺

Czas, który minął od ujrzenia chusty do jej zrobienia poświęciłam na dobór odpowiedniej włóczki. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że będą to fiolety. Po głowie wędrowały mi melanże.

Rok temu Pchła M ze swoich bałkańskich wojaży przywiozła specjalnie dla mnie włóczkę. Anioł, po prostu anioł z tej mojej Pchełki. ☺

Jeden motek w odcieniach brązu i różu, drugi to przepływ kolorów brązowego, fioletowego i ecru. Oba mają dodatek połyskującej nitki (Alize Gold BD Simli 4338 i 3015). Trzeci motek to melanż fioletowych odcieni (Alize Gold BD 2630).

Włóczki trochę już odleżały. Czekały na idealny wzór. Kilka pomysłów na nie już miałam. Ale zawsze było jakieś ale...

Dobrze, że tych pomysłów nie zrealizowałam. Oj dobrze się stało...

Gdy Pchła M usłyszała, że chce wykorzystać 3 kolory melanżowe to pomyślała, że oszalałam. Nijak nie mogłam Jej przekonać do mojego pomysłu. Co więcej, uparcie próbowała mnie przekonać do wykorzystania choć jednego jednolitego koloru. 

Ale ja to uparte jak osioł (jak nie bardziej) stworzenie, wiec argumenty Pchły M nie docierały do mnie. Cóż, czasem warto być upartym. Efekt końcowy mnie się podoba. ☺





Już myślę nad kolejną wersją kolorystyczną. Tym razem melanże zostają w wiklinowym koszu.☺

Pozdrawiam K :-)

niedziela, 29 października 2017

Kacze Espadryle

Okres okrągłych urodzin trwa w najlepsze. Dla tak poważnego wieku trzeba dostosować odpowiedni prezent. Iście w Szachrajkowym stylu. A co!

Tak, lubię zaszaleć. To moje drugie imię. Pchła M coś już o tym wie. Niewiele rzeczy ją zaskoczy.

Historia tych kapci sięga wakacji, gdy trzeba było zabierać się za prezent dla szanownej jubilatki. Taka rocznica zobowiązuje. ☺

Jakiś czas temu znalazłam na Pinterest zdjęcie dziecięcych bucików z kaczorkiem mającym niebieską czapeczkę. Chyba każdy wie jaką postać z bajki mam na myśli. ☺

Zdecydowałam się zamienić niebieską czapuchę na czerwoną.  Inspiracją była bajka z lat dzieciństwa-  Kacze Opowieści. Dlaczego? To wie tylko solenizantka. Przy okazji również i ja. ☺

Szydełko poszło w ruch. Kilka dni później efekt tych zmagań wyglądał następująco. Podoba się?





Na nóżkach szanownej jubilatki
Projekt zgłaszam do akcji WZW ☺

Pozdrawiam K :)