niedziela, 10 września 2017

Pchłowa Para ( szkarpytów)

Witajcie, nie wiecie może, gdzie uciekło nam słoneczko? Jesteśmy w stanie prawie wszystko zrozumieć ( takie my tolerancyjne jesteśmy), ale kurde przejście z lata w jesień w przeciągu nocy to już jest przegięcie. Wystarczająco mało w tym roku lato gościło na zewnątrz, liczyłyśmy na piękną złotą jesień, dobra może bez porywczej temperatury 25 stopni, ale z pewnością nie z deszczem i wiatrem. Każdy mówił, aaaa taaammm pewnie wrzesień będzie ładny- i co? i klops. Pada, za chwilę wieje, następnie mży i tak w kółko. I tylko idzie człowiek chodnikiem do pracy jak błyskawica czyli zygzakiem, bo wszystkie dżdżownice i ślimaki urządziły sobie rajd po kostce chodnikowej. Nie żebym była wielce wrażliwa na dźwięk i uczucie strzelających pod butami żyjątek, ale jakoś tak od dzieciaka mam, że każde życie się szanuje ( no chyba, że podkrada ci jedzonko z talerza hi hi i tę zależność potwierdzi Pchła K). Serio tak mam: do dzisiaj nie zabijam pająków w mieszkaniu ( jak ma taki odważny szczęście to nawet sobie podynda pod sufitem- dopóki kot go nie zauważy, no ale cóż, nie mam wpływu na wychowanie i wbicie do tego rudego mruczącego czerepa, że pająków, muszek i ciem się nie traktuje jak przekąskę między posiłkami).
Wracając- a raczej zaczynając temat, dziś wspólnie z Pchłą K postanowiłyśmy przedstawić nasz sposób na poprawienie nastroju w takie dni. Z pewnością, pamiętacie wpisy o trampkowych skarpetach, postanowiłyśmy, że dla siebie, też takie lajśniemy. Od myśli do czynu droga krótka, tak więc natarłyśmy na kartony z włóczkami i drutami, siłą wydarłyśmy moteczki w wybranych kolorach i uczyniłyśmy z nich dobro..... Dobro dla naszych kopytek, bo dobro w kopytka jest dobre. Bo jak kopytka mają dobrze ( ciepło) to i w łapki jest przyjemniej. A jak stworzone dobro kopytkowe sprawia, że w łapki ciepło, to i przyjemniej się drutami macha. No i takim sposobem Pchła K zrobiła skarpetki z szydełkową podeszwą ( i innymi elementami), a ja, całe szkarpyty ciepnęłam na drutach.
No to ten, życzymy Wam przyjemnej, ciepłej niedzieli, poniedziałku, wtorku, środy, czwartku, piątku i soboty ( biorąc przykład z deszczu- tak w kółko).
Pchły Szachrajki


niedziela, 3 września 2017

Aniołek

Witam wszystkich i szydełkiem machając pozdrawiam ;-)
Przedstawiam Wam pewnego bobo-aniołka. Powstał na specjalną okazję- narodziny nie zgadniecie kogo.... nooooo..... bobaskowej dziewuszki hi hi hi. Pewna dobra Ciocia myśląca o małej panience, która jeszcze urlopowała się w brzusiu mamy postanowiła uczcić cud narodzin i obdarować kruszynkę pamiątkową zabawką. Padło na szydełkową anieliczkę. Taaak, i nie była bym sobą, gdybym jeszcze czegoś nie namieszała. Najpierw przy zamawianiu włóczek pomyliłam kolory i zamiast cielistej Himalaya Antipilling przyszła ceglasta, potem okazało się, że sprzedawca, u którego zwykle się zaopatruję w tą włóczkę, ma urlop i trzeba było sprawnie i szybko przeprowadzić wywiad u innych ( na szczęście wszystko się udało, włóczki przyszły na czas). 
Sam kształt przytulanki inspirowany był jednym z aniołków, które uszyłam, zabawa zaczęła się, gdy trzeba było rozpracować wzór: dla mnie podwójna frajda. Z całych tych szydełkowych wygibasów powstał taki aniołeczek, dodatkowo na skrzydełkach wyszyłam imię nowej właścicielki ;-)
Pozdrawiam, M







poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Urodzinowa ptaszynka

Ptaszynowy szał trwa w najlepsze. Co jedna chusta zejdzie z drutów, to druga cichaczem na nie wskakuje- a może to wina drutów, że tak kuszą włóczuniunię? Tym razem powstała ptaszynka z włóczek moherowych z serii Alize Angora ( i taaak, stwierdzam, że dla mnie krótki włosek  to jest to). O dziwo włóczka mnie nie gilga, nie drapie, jest przyjemnie miękka. W moim zapasie zdobyczy pourlopowych miałam jeszcze skitrany motek melanżu z metalizowaną nitką. Stwierdziłam, że kolejne urodziny pewnej zawziętej, pozytywnie upartej i kochanej pannicy  są idealną okazją na wykorzystanie tego konkretnego moteczka. Fakt- tajemnica jest jedna: nie sądziłam, że ten melanż ma tyle różu, skupiłam się bardziej na mieszance brązów przechodzących do ciemnego brudnego różu. Z drugiej jednak strony, ten "różowy róż"  daje taki rozjaśniający efekt, chusta nie jest hmmm, przytłaczająca? smutna? toporna?
Nic, lepsze jajca były z kolorem tła, za żadne skarby świata nie mogłam znaleźć tego koloru idealnego, i taaak, Pchła K doprowadzana była wręcz do szewskiej pasji, gdy każdą propozycję odrzucałam i próbowałam przemycić.... czarny. Aaaale, w końcu znalazłam ten kolor idealny ( przynajmniej dla mnie). Kolor o wdzięcznej nazwie Jasnobiszkoptowy ( Alize Angora Gold kol. 67) stał się tłem dla urodzinowej ptaszynki. Druty wybrałam standardowe jak dla mnie a przy okazji jedne z moich ulubionych bo nie pozwalają mi na "ciasne" dzierganie czyli bambusowe 4 mm na lince stalowej. Dzięki nim chusta jest zwiewna, jednocześnie na tyle duża, że przy otuleniu się nią jest cieplutko.
Pozdrawiam, M.




Ach ta niteczka, daje wrażenie jakby piórka obsypane były brokatem.




niedziela, 20 sierpnia 2017

Dziewczęco

Dziś będzie bardzo grzecznie i słodko. Dziewczęco i dziecęco☺

Niebawem na świat przyjdzie mała kobietka. Z tej okazji trzeba wydziergać dla Malucha coś milusiego.

Z założenia miał być biały komplecik- czapka i szaliczek. Hmmmm... biały? Trochę nudno. Coś musi się dziać. Nie byłabym sobą gdybym czegoś nie wymyśliła. To wymyśliłam.☺  A co? Różowe tyci kwiatki. Każdy z zielonym listkiem. Jak postanowiłam tak zrobiłam.

Czapeczkę zrobiłam na szydełku 2mm, uwierzycie? Ja i tak małe szydełko? Moja tolerancja rozmiaru rozpoczyna się od 3mm.  Nie jestem fanem takich mikro rozmiarów. Ale byłam dzielna.☺ Pchła M nie mogła uwierzyć w te historie.

Ze względu, że to ma być czapucha dla malutkiej dzidzi to zrobiłam takie "coś" na uszy oraz sznureczki.

Do kompletu powstał szal. Tym razem na drutach (również 2mm, ale tu mam większą tolerancję). Aby za dużo nie kombinować zrobiłam go wzorem francuskim. 



Mój manekin nie jest przystosowany do mikro rozmiarów, ale dzielnie sobie radził ☺








Dodatkowo zrobiłam parę kapcuiszków. Obowiązkowo białe. Aby nawiązać do czapeczki to sznurówki powstały z tej samej włóczki co kwiatuszki.




Powiem nieskromnie, jestem zadowolona. A Wam się podoba?

Pozdrawiam K :-)

niedziela, 13 sierpnia 2017

Rogate..... Skarpetki

Skarpetkowy szał trwa w najlepsze. Bo nic tak dobrze nie schodzi z drutów w upalne dni jak cieplutkie skarpetuszki. Poza tym właśnie latem znajduje się najciekawsze inspiracje i wzory na zimowe akcesoria. A jak można połączyć przyjemne z pożytecznym i do tego z rogiem to ja jestem pierwsza w kolejce co będzie śmigać do pasmanterii po fioletową włóczkę niczym spóźniony na ostatni Pe-Ka-łeS do żwirowni struś emu ☺
Oczywiście sama idea tego konkretnego kształtu skarpetki pochodzi z ETSY, w ramach odszydełkowego detoksu powróciłam do drutów. Zabawne, bo 3 lata temu nawet bym nie pomyślała, że drutowanie tak mnie wciągnie. 
W takim oto przypływie rogatych fantazji, uzbrojona w podstawową włóczkę oraz z zamiarem wykorzystania resztkowych zapasów przystąpiłam do akcji (połączonej częściowo z Światowym Dniem Dziergania w Miejscach Publicznych).  Ziomale dostały ksywę Chrupacze, miały już możliwość pokazania na co je stać podczas chałupniczego nocnego seansu filmowego. 
Pozdrawiam, M






środa, 2 sierpnia 2017

Potomkowie Wikingów

Historia pewnych skarpetek jest krótka. Jednym słowem "spontan". A jak to było? A było to tak...

Był piękny czerwcowy weekend. Długi weekend. Miałam zasłużone dni wolne od pracy. Zawodowej oczywiście. Wolnego od dziergania to ja sobie nie wyobrażam! Co to to nie!

Kawa sparzona, film wybrany. Zaczęłam machać szydełkiem. Dzwoni telefon. Kogo to niesie o tak wczesnej porze? Toć to noc prawie (czytaj godzina 10:00). Patrzę, dzwoni A. Zamiast filmu mogą być babskie ploteczki, a co! ☺

Baby, jak to prawdziwe baby przystało, muszą pomarudzić, ponarzekać. Aż tu nagle A. mówi mi że idzie na wieczór panieński i nie ma pomysłu na drobny gadżet dla przyszłej Panny Młodej. Może Ona nie ma, ale ja owszem. ☺

Nie zastanawiając się mówię: "Skarpety!". Pomysł został od razu zaakceptowany. Cudotwórcą nie jestem. "Na internetach" znalazłam zdjęcia takich skarpet. I pozwoliłam skorzystać z ich pomocy. Od siebie dodałam tyci plemniczki, które Pchła M nazwała Potomkami Wikingów. Co jak co, nazwa przypadła mi do gustu ☺

A. może iść na wieczór panieński. Tylko co na to powie przyszła Panna Młoda?





Potomkowie Wikingów wg Pchły M ☺

Pozdrawiam K :-)

niedziela, 23 lipca 2017

Urodzinowa Sowuszka

Ołłłł jeaaaa i nadszedł ten dzień, gdy do grona szczęśliwych trzydziestek dołączyła NASZA SZANOWNA, WYPOWIADAJĄCA ROGATE ZDANIA 
I PRZEKORNIE UROCZA PCHŁA K! 
OWACJE NA STOJĄCO!!!!

Dobra, dobra, żeby nie było aż tak miło i spokojnie, razem z Pchłową Towarzyszką M ( naszym "hamulcowym i pilnowaczem przed całkowitym zbłaźnieniem wśród ludziów") postanowiłyśmy umilić fantami ten szczególny urodzinowy dzień . Zdecydowałyśmy się  zrobić coś przydatnego, lecz w mniej klasycznej formie. Stanęło na koszu z papierowej wikliny w sam raz na włóczki w kształcie Sowy oraz do kompletu na fioletowym bukiecie z lizakową wkładką. Oczywiście nie były byśmy sobą, gdyby koszyczek był pusty, bo głodna sowa to zła sowa ( ale to już taka nasza mała tajemnica 💋). 
Nazbierałam materiały, poszłam na pielgrzymkę do sklepu budowlanego po niezbędne materiały i przystąpiłam do skręcania rureczek papierowej wikliny. Po drodze z "pielgrzymki" zahaczyłam o market i uzbroiłam się w stado lizaków. Dla utrzymania formy kosza, rurki tworzące szkielet, wypełnione zostały drucikiem. 

Kurczaki, żebyście wiedzieli, ile trzeba było się nagimnastykować, aby ogarnąć temat ( taaak, Pchła K ma istny dar do wpadania z niezapowiedzianymi wizytami akurat w trakcie prac nad prezentem, wyobraźcie sobie teraz jak skitrać w takiej awaryjnej sytuacji fanty- dodam że na kawalerce 😉). Ponadto Solenizantka nawet nie miała zamiaru ułatwiać nam ustalonego dnia "schadzki", co chwilę wymyślała powody, aby bezczelnie zamelinować się w chałupce Pchły M, gdzie przygotowane były wszystkie niezbędne atrakcje 😈( w twarz się nam skubana nie przyzna, że zżerała ją ciekawość). Spoooko, wybiłam z Pchłowej głowy pomysł z najazdem 😁
Najważniejsze, że wszystko się udało i NASZA PCHEŁUNIUNIA SIĘ UŚMIECHAŁA 💋💋💋





💖💖💖
JESZCZE RAZ KOCHANA, WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, PAMIĘTAJ, ŻE JESTEŚ NA NAS SKAZANA I TWOJE SABOTAŻE  NIE SĄ NAM STRASZNE 😏
                        💖💖💖







sobota, 15 lipca 2017

Myszko-misiowe buciki

Witajcie, dziś na tapecie post o paputkach (lekko przeterminowany, bo paputki powstały już parę miesięcy temu). Koleżanka z pracy, na wieść, że zostanie babcią, poprosiła mnie o zrobienie pamiątkowego exploding box-a. Nie była bym sobą, gdyby do łba nie przyszedł mi szalony pomysł. Przy okazji porządków i przeglądu włóczkowego natrafiłam w moim magicznym kartonie włóczkę fantazyjną z włoskiem (teraz to się chyba nazywa włóczka trawka czy tak jakoś, ale ja swój motek upolowałam parę lat temu w stacjonarnej pasmanterii, może nazewnictwo zależy od producenta, nie wiem, nie zamierzam wnikać). Patrząc tak na ten samotny motek, przypomniałam sobie filmik, w którym pewna pani wykonywała kapcie dla bobasa w kształcie misia i myszki ( co prawda z zupełnie innego typu włóczki ale chodzi o samą ideę), poszperałam trochę w internetach i znalazłam  super opracowaną uniwersalną instrukcję na najprostsze kapcioszki dziecięce na drutach. Postanowiłam go wykorzystać z drobnymi zmianami, i wyszły mi takie oto kosmatki. Z racji tego, że buciki wykonane są na drutach to po pierwsze powinny na długo wystarczyć, gdyż są dość elastyczne, ponadto nieco rozciągną się w czasie eksploatacji, po drugie zaś, kosmatość kosmatków jest zachowana również wewnątrz bucika- bobasek będzie miał mięciutko w stópki ;-)
Hmmmm, a gdyby tak udziergać kosmatki w rozmiarze 39?
 Pozdrawiam, M.









środa, 5 lipca 2017

Rajski ptaszek

Oooo rany, jak mnie tu długo nie było jako "Pismak". Czas najwyższy nadrobić zaległości, a troszkę się ich nazbierało. Jedną z nowości jest fakt, że przekonałam się do włóczek moherowych. Jakim cudem? Ano takim, że w ramach detoksu odszydełkowego (bo się kroi giga zwierzę- pewnie do Sylwestra zdążę jak to się Pchła K nabija hi hi) postanowiłam wykorzystać zakupioną w chwili słabości melanżową tęczową włóczkę. Jak bum cyk cyk muszę pasmanterie z daleka omijać  i chyba z neta nie korzystać, bo przecież jeszcze sklepy internetowe są (nie powiem, poszalałyśmy ostatnio w iście Szachrajkowym stylu i z uciułanych  oszczędności w paczce przyszła taka ilość włóczek z akcesoriami, że pewnie ze trzy owieczko-lamy górale na skale o...bcięli). Patrząc na tęczową mieszankę, stwierdziłam, że może ptaszynkę swoją własnościową bez hipoteki udziergam, no i ten, no, musiałam iść do pasman.... znaczy zacnego sklepu zaopatrzeniowego po włóczkę na tło. Tak się akurat przytrafiło, że padło na moher z długim włoskiem (aktualnie na drutach siedzi kolejny udzierg lecz z moherku z krótkim włosem i chyba bardziej mi odpowiada, ale poczekajmy do końca pracy, na ocenę przyjdzie czas). W wolnych chwilach oraz dniach spędzanych na powietrzu z Pchełką K powolutku powstawała ptaszynka okrzyknięta przez zacną współdziergaczkę "Papugą" tudzież w ostatecznej wersji "Rajskim Ptaszkiem". Na chwilę obecną cieszę się latem, aaale już nie mogę się doczekać spacerów w chłodniejsze wieczorki.
Pozdrawiam, M.






wtorek, 27 czerwca 2017

Owce dla Owcy

Miesiąc czerwiec można zdecydowanie nazwać miesiącem tematycznym- skarpetkowym miesiącem. Krokodylki już są. Kolejne pary (nie tylko "zwierzęce" ☺) czekają na udostępnienie. Musimy dozować posty, bo od nadmiaru kolorów i fasonów oczopląsu dostaniecie. ☺

Dziś czas na łagodne jak owca zwierzątko. Co może być łagodne jak owca? Owca oczywiście. ☺ Myślałam o nich już od pewnego czasu. Wujek internet podpowiedział mi kilka możliwości. Moja wersja nie jest kopią żadnej z nich. Raczej sumą kilku znalezionych par skarpetek.

Moje pary ocieplaczy na pytki nie mieszczą się w szufladzie, wiec kto będzie tym szczęśliwcem? Przesympatyczna Owca Prodakszyn (przy okazji zachęcam do czytania Owczego bloga).

Pomysłem zaraziłam Pchłę M. Nie musiałam Jej długo namawiać. W sumie to nie namawiałam Jej wcale, od razu się zgodziła ☺.

Wybrałyśmy włóczkę, z której powstały skarpetki. Zamówienie zostało złożone. Przy okazji zamówiłyśmy dość pokaźną ilość  oczu i nochalków do maskotek amigurumi (biedne te Pchłowe portfele, oj biedne...). Ale co tam! Radość z otwierania przesyłki wynagradza wszystko. ☺

Tak oto oczko po oczku powstały skarpetki. Największą przyjemność sprawiło mi dzierganie dodatków. Koniczynka na szczęście. Czterolistna oczywiście. A te oczy... Czy mogą kłamać?☺


Po minie Owcy Prodakszym wnioskuję, że skarpety się podobają. Chyba się nie mylę. Chyba...









Nie mogłam sobie odmówić kokardy


Pchła M zgodziła się być modelką. Nawet nogi ogoliła. Również pomiędzy paluszkami☺☺

Pozdrawiam K :-)

sobota, 10 czerwca 2017

Krokodylki


Lato już za pasem. Czy aby na pewno? Zaraz zerknę w kalendarz. Zgadza się. Patrzę w okno... no cóż. Lata to nie przypomina. Ale, ale... wena twórcza nie zna pór roku. Oj nie, nie ☺ Dopada w najmniej oczekiwanym momencie. Z resztą sami zobaczcie.

Dawno, dawno temu Pchła M wysłała mi zdjęcie skarpet- krokodyli. Zapewne (jak to z Pchełką M bywa) zdjęcie znalazła na Pinterest (niestety nie posiadam linku do zdjęcia). Oryginalne krokodylki były zrobione szydełkiem. A kto dziewiarce zabroni modyfikować wzór? No kto odważny?☺ 

Swoją wersję zrobiłam na drutach. Natomiast nóżki, oczka i zębiska krokodyli - szydełkiem.

Pchła M podsunęła mi link na łączenie kolorów. Ale po co z niego korzystać? Najpierw spróbowałam sama. Skutek nie był zadowalający, więc obejrzałam jak "to się robi". Mądrzejsza, bogatsza w  nową wiedzę zaczęłam jeszcze raz. Tym razem z sukcesem. ☺ Chyba sukcesem...







Pozdrawiam K :-)